Wyciąganie roweru z piwnicy. Czynność prozaiczna. Powtarzana setki razy. Wykonywana niemal automatycznie, podczas gdy w głowie obmyślane są już dalsze plany.
Jednak nie tym razem. Tym razem wyciągam rower z piwnicy po raz pierwszy po przerwie zimowej. Tym razem nic nie dzieje się automatycznie. Ruchy są ślamazarne. Klucz nie trafia w zamek. Potykam się o rower. Ten obija się o ściany. To wszystko będzie płynne i automatyczne. Ale jeszcze nie dziś.
Wiosna.
